Menu

Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń

Życie to podróż. Podróż to esencja życia. Zapraszam do towarzyszenia mi w mojej samotnej podróży wszerz całej Europy od Atlantyku po Morze Czarne.

Gitarzysta w Pizie

yendrysek

Po nocnym spacerze spałem nadzwyczaj dobrze. Tak dobrze, że obudziłem się dopiero około dziewiątej. Samochód stał w dobrze ocienionym miejscu, na parkingu przy niewielkim skwerku. W pobliskim sklepiku kupiłem świeże pieczywo, rozłożyłem turystyczne utensylia - składany stolik oraz biało-czerwone krzesło i zacząłem przygotowywać śniadanie. Nietrudno było zauważyć, iż mój nieco ekstrawagancki sposób na pierwsze śniadanie zyskał zainteresowanie otoczenia. Uśmiechy na twarzach spacerowiczów, delikatne skinienia głowy dawały mi do zrozumienia, że aprobowano tutaj to niecodzienne zachowanie.
Obserwacja zachowań przechodniów spowodowała podjęcie decyzji, co do której nie byłem do końca przekonany. Postanowiłem wykorzystać moje skromne umiejętności muzyczno-wokalne. Przecież po coś wlokłem ze sobą tę wysłużoną gitarę. A przy okazji zarobić na obiad i może na coś jeszcze...?
Sprawa okazała się trudniejsza niż przypuszczałem. Po pierwsze poczułem, że brakuje mi odwagi. Ręka myliła akordy, głos wiązł w gardle. Może wybrałem niewłaściwe miejsce na taką próbę? Za plecami miałem krzywą wieżę a dookoła tłum ludzi. Trudno było się przebić z wokalizą w takim miejscu. Po drugie zaś musiałem zmieniać miejsce koncertu, gdyż nie wszystkim członkom służb porządkowych podobało się to, co robiłem. Ostatecznie trafiłem na Plac Kawalerów, gdzie już nikomu nic nie przeszkadzało.
Podsumowując to doświadczenie powiem krótko: życie ulicznego grajka wcale nie jest takie znowu proste. Mimo iż nie raz występowałem publicznie, w tej sytuacji zabrakło mi determinacji, odwagi, zawziętości. Myślę sobie że gdybym miał obok siebie jakąś przyjazną duszę poszłoby mi lepiej. Najważniejsze że spróbowałem. No i na obiad jednak zarobiłem.
Popołudnie i wieczór spędziłem w Viareggio. Byłem tam parę lat wcześniej. Miasteczko urzekło mnie na tyle, że nie umiałem odmówić sobie przyjemności powtórnej wizyty. Schyłek dnia próbowałem spędzić na plaży. Jednak na prywatnych "bagno" dawano mi do zrozumienia, że bez wniesienia stosownej opłaty, na którą rzecz jasna nie było mnie stać, jestem persona non grata. I jednomyślnie odsyłano na publiczną. Publiczna plaża okazała się skrawkiem lądu o szerokości nie większej niż 10 metrów z brudnym piaskiem, hałaśliwym towarzystwem i zwierzętami załatwiającymi bez skrępowania w miejscu, jak już powiedziałem, publicznym.

DSC_09521

DSC_0937

W tej sytuacji zdecydowałem się na długaśny spacer przy zachodzącym słoneczku, co wcale nie było kiepskim pomysłem. A po spacerze na obiad prosto z kutra i słodkiego drinka w jednym z pubów kuszących wczasowiczów niskimi cenami i muzyką na żywo. Przyznaję bez urazy - lepszą niż moja.

DSC_0985

DSC_0996

DSC_1006a

DSC_1012

pisaviareggio

© Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci