Menu

Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń

Życie to podróż. Podróż to esencja życia. Zapraszam do towarzyszenia mi w mojej samotnej podróży wszerz całej Europy od Atlantyku po Morze Czarne.

Oko w oko z Justynianem

yendrysek

"Piotr, Ty koniecznie musiś spotkać sie z imperatorem" - powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu Samuele. Minę musiałem mieć nietęgą, bo od razu wyjaśnił w czym rzecz. "Musiś pojechać do Rawenna, tam są pszepiękne moziaiki z czasów bizantyjskich. Tam ćeka na Ciebie cesarz Justynian i jego żona. Musiś sie z nimi zobaczić". A mnie przeleciało przez głowę, że ktoś tu cierpi na manię wyższości...
Tego dna zostawiłem samochód w Rimini, a do Rawenny pojechałem koleją. Samuele był na tyle uprzejmy, że podrzucił mnie na dworzec. Zaskoczyło mnie, że bilety na przejazd pociągiem można kupić nie tylko w kasie czy dworcowym automacie, ale również w kiosku z gazetami.

11a
Było sobotnie przedpołudnie. Na ulicach spokojnie i pustawo. Trudno się temu dziwić, gdy temperatura dobrze przekracza 30 stopni C. Mało komu chce się wychodzić na taki skwar. Mnie to jednak nie przeszkadza. Na upały najlepsza jest woda. Lody trochę mniej, ale za to trudniej ich sobie odmówić. Wnętrza kościołów, które zwiedzałem również doskonale chroniły przed gorącem. A tego dnia zwiedziłem ich naprawdę sporo.

4a

9a

18a
W jednym z pierwszych zaopatrzyłem się w podręczne mapki. W Rawennie byłem wcześniej dwukrotnie. Jakieś dwadzieścia lat temu. Za pierwszym razem jako wczasowicz, za drugim wyłącznie jako kierowca odbierający innego turystę z dworca kolejowego. Powiem szczerze, niewiele mi zostało w głowie z tamtego czasu. Na szczęście należę do ludzi szybko orientujących się w terenie.
Na jednej z ulic zaczepił mnie młody człowiek. Łamaną jeszcze bardziej niż moja angielszczyzną zaczął wypytywać o tutejsze zabytki. Powiedział że jest Serbem i podróżuje na rowerze. Co prawda nie orientuję się dokładnie ile wynosi odległość z Serbii do Włoch, ale i tak patrzę na takich ludzi oczyma pełnymi szacunku. Dałem mu jedną z otrzymanych parę chwil wcześniej mapek. Wyglądał na niesamowicie szczęśliwego. I dobrze. Fajnie jest się czasem komuś do czegoś przydać.

7a
Z imperatorem stanąłem oko w oko późnym popołudniem. Mierzyliśmy się przez jakiś czas wzrokiem. Odpuściłem pierwszy z przekonaniem, że jego bym do tego w żaden sposób nie zmusił. Ja nie jestem rzymskim cesarzem, on był. Potem usiadłem w jednej z ławek i tak sobie siedziałem i siedziałem. Nie wiem jak długo. Długo. Są takie miejsca, gdzie choćbym chciał się iść dalej, jakaś siła powstrzymuje mnie przed zrobieniem kolejnego kroku. Wtedy odpuszczam. Zatrzymuję się i chłonę klimat miejsca w którym jestem tak długo aż to "coś" puści i otrzymuję gdzieś tam w sercu zgodę na kontynuowanie podróży.
Przez przedłużającą się wizytę u Justyniana o mały włos spóźniłbym się na pociąg. Ech...

16a

17a

19a

© Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci