Menu

Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń

Życie to podróż. Podróż to esencja życia. Zapraszam do towarzyszenia mi w mojej samotnej podróży wszerz całej Europy od Atlantyku po Morze Czarne.

Dziękuję Imperatorze

yendrysek

Ania i Samuele to bardzo sympatyczni ludzie. I bardzo gościnni. Nie chcieli nawet słyszeć o tym, że następnego dnia mam kontynuować podróż zgodnie z przyjętym planem. I to właśnie było fajne – mogłem podjąć decyzję co zrobię dalej. W końcu nikt mnie nie gonił ani nikt nie popędzał. Ostatecznie przekonał mnie argument o stałym dostępie do prysznica z ciepłą wodą i wygodnego łóżka. ;-) Dostałem zapasowa klucze od mieszkania żebym mógł wpaść – jeśli będę miał ochotę rzecz jasna – i zrobić sobie popołudniową drzemkę albo obiad.

Tego dnia postanowiłem pojechać do Ankony. Dawno temu odwiedziłem delfinarium w Ricione i to był najdalej wysunięty punkt Włoch po wschodniej stronie do którego dotarłem. Więc czemu by nie pojechać dalej? Oczywiście wybrałem trasę widokową czyli nadmorską. Z góry założyłem że podróż trochę czasu zajmie, gdyż droga wiedzie przez nadmorskie miasteczka pełne turystów. Ten klimat chciałem całym sobą poczuć: urlopowiczów niespiesznie idących na plażę, trąbiących na nich kierowców, pokrzykiwania sklepikarzy.

W drodze zatrzymałem się na niewielkim parkingu. Zaciekawił mnie stojący po przeciwnej stronie drogi dom. Wysiadłem z auta, podszedłem, zacząłem robić zdjęcia. Chwilę później z piskiem opon zatrzymało się koło mnie błyszczące, duże, białe auto. Kierowca przez otwarte okno zagadnął do mnie po włosku jednak w dość ostrym tonie. Zrozumiałem tylko jedno króciutkie zdanie: „Casa mia”. Mój dom… Uśmiechnąłem się i po angielsku odpowiedziałem że jestem podróżnikiem i bardzo mi się spodobał ten dom i ogród, i że nie zamierzam wchodzić do środka bez zgody. Tylko fotografuję. To go najwyraźniej na tyle uspokoiło, że pozwolił fotografować dalej, a sam odjechał.

e4

Na dłużej zatrzymałem się w Fano. Do rozprostowania kości zachęcił mnie widok starych murów obronnych. Miasteczko o tej porze dnia – co jest oczywiście zupełnie zrozumiałe – wyglądało jak wymarłe. Pojedynczy przechodnie chowali się przed piekącym słońcem w skrawkach cienia, jakie dawały mury domów. W Fano po raz pierwszy w życiu jadłem lody o smaku lawendy oraz czarnego bzu. Przesympatyczna właścicielka lodziarni widząc że przymierzam się do robienia zdjęć zaprosiła mnie za ladę, żebym miał lepsze widoki. Troszkę żałuję że nie poczęstowała innymi wyszukanymi smakami, ale być może za dużo od ludzi wymagam. Miejsce w którym pozostawiłem samochód wskazał mi sam cesarz Oktawian August stojący na postumencie przy Łuku nazwanym od jego imienia - Łukiem Augusta. Do Fano można bez problemu dostać się pociągiem jadącym z Rawenny. I to jest naprawdę świetna opcja.

e8

e3

W Ankonie zaparkowałem w pobliżu dworca kolejowego, który przy całej sympatii do kolei i dworców, nie zrobił na mnie wrażenia. Stamtąd przez godzinę wspinałem się krętymi ulicami pragnąc dotrzeć do miejsca, które można by nazwać centrum miasta. Po godzinie kluczenia zniechęciłem się. Tylko cegły i beton. Z góry zobaczyłem jeszcze port i postanowiłem wracać. W Ankonie, może przez przypadek, a może nie, przeszedłem przez kwartał zamieszkany przez czarnoskórych mieszkańców. Widok człowieka z aparatem na szyi ewidentnie nie robił na nich dobrego wrażenia, zatem nawet nie próbowałem niczego fotografować. W sumie spędziłem w Ankonie nie więcej niż 3 godziny, a i tymi byłem zawiedziony. Jadąc z powrotem przystanąłem kilka razy żeby podziwiać nadmorskie widoki, znacznie piękniejsze niż widok miasta.

e11

Do Rimini powróciłem autostradą. Zdecydowałem się na taki krok kiedy uświadomiłem sobie, że podróż powrotna z uwagi na gęstniejący ruch może mi zająć dwakroć więcej czasu.

Po powrocie moi przyjaciele zaprosili mnie na typową włoską kolację z potrawami z owoców morza oraz włoskim winem. A wino i owoce morza to to, co cenię i lubię bardzo.

e14

© Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci