Menu

Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń

Życie to podróż. Podróż to esencja życia. Zapraszam do towarzyszenia mi w mojej samotnej podróży wszerz całej Europy od Atlantyku po Morze Czarne.

Veni, Vidi, Redii

yendrysek

Panie i Panowie: veni, vidi... redii - powiem, parafrazując samego imć Julka Cezarego. :-) Wypadałoby zatem zrobić jakieś, choćby malutkie podsumowanie.

Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Decyzja, pakowanie, wyjazd. Godzina? Dwie? Wystarczyło. Nawet nie miałem czasu napisać tutaj czegokolwiek. Ale widocznie tak właśnie miało być.

Moja podróż trwała równe czternaście dni. Z pewnych (osobistych) przyczyn nie mogło być inaczej. Nie pokonałem wszerz całej Europy. Trudno. Innym razem. Jednak zrealizowałem cel, jaki pierwotnie sobie założyłem - podróżowałem gdzie mnie oczy niosły. Przejechałem samochodem 4307 km. Do tego około 110 km koleją. Statystyk odległości pokonanych pieszo nie prowadziłem.
Samochód spisał się więcej niż przyzwoicie, bo zaliczył tylko jedną wpadkę - wysiadło gniazdo zapalniczki. Była to o tyle uciążliwa usterka, gdyż zostałem pozbawiony zasilania większości wiezionej ze sobą elektroniki. Czytaj: komórki i tabletu. Akumulator aparatu fotograficznego i tak ładuję wyłącznie z sieci. No i lodówki. Trzeba jednak zauważyć, że przy temperaturach które akurat panowały, trudno byłoby spodziewać się częściowego schładzania, a co dopiero oziębiania wiezionych wiktuałów. Zjadłem więc całą zawartość najszybciej jak się tylko dało i lodówkę wstawiłem do bagażnika. Przy okazji usterki zapalniczki zawiesiło się też radio. Z tym akurat poradziłem sobie odłączając na chwilę akumulator. Krótko mówiąc zrobiłem taki samochodowy reset.
Na utrzymanie wydałem 149 z posiadanych 155 euro. W kwocie tej zmieściłem kilka drobiazgów kupionych dla najbliższych, cztery butelki wina, pół litra rumu i płytę CD z nagraniami słynnych arii operowych wykonanych podczas zeszłorocznego festiwalu w Weronie.
Wykonałem 1342 nadające się do oglądania zdjęcia. Wszystkich było ponad 1500, ale wyrzuciłem te nieostre, niedoświetlone, prześwietlone i zdublowane. Większość przedstawia stare kamienie: budowle, uliczki, pomniki. Są też przykłady przyrody ożywionej i nieożywionej. Prawdziwym rarytasem jest fotka trzmiela, którego widziałem z bliska i na żywo po raz pierwszy w życiu. Siłą rzeczy najmniej jest zdjęć, które najbardziej sobie cenię - portretów. Autoportrety mam w zasadzie dwa. Jeden na tle czerwonego dywanu w Cannes, drugi na tle kasyna w Monte Carlo. To wystarczy.

ja_w_Monte_carlo

© Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci