Menu

Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń

Życie to podróż. Podróż to esencja życia. Zapraszam do towarzyszenia mi w mojej samotnej podróży wszerz całej Europy od Atlantyku po Morze Czarne.

Bo i czego tu się bać?

yendrysek

Zapada noc, a mnie jakoś wcale nie chce się spać. Temperatura oscyluje na poziomie, który od biedy można nazwać znośnym. Wiatr ustał i zrobiło się tak bardzo cicho i spokojnie.
Wiele razy pytano, czy nie boję się, że podczas podróży coś złego mi się stać? Może zabrzmi to dziwnie, ale nie boję się. Nie boję się, że zepsuje mi się samochód i nie będę umiał go naprawić. Nie boje się, że złamię nogę w jakimś odludnym miejscu. Ani tego, że porwą mnie terroryści. Dla jasności dodam, że nie jestem z tych co chojrakują. Już prędzej z tych rozważnych, którym od czasu do czasu coś tam niepoważnego jednak strzeli do głowy. :-D


noc
Kilka lat temu dane mi było pielgrzymować do Ziemi Świętej. Był to czas, w którym na Wzgórzach Golan toczyły się zbrojne przepychanki. Słyszałem o tym, ale nie przywiązywałem wielkiej wagi. W końcu nie było planów by pojechać w tamte okolice. Jakoś nie wierzyłem też w insynuacje o zabłąkanych rakietach trafiających w nasz autokar czy samolot.
Krótko przed wyjazdem zadzwonił do mnie znajomy franciszkanin, który wiedział że wyjeżdżam do Izraela. Bez zbędnych wstępów poprosił bym odpowiedział na kilka pytań przed kamerą telewizji regionalnej. "Nie ma problemu" - odrzekłem. W odpowiedzi usłyszałem: "Więc się szykuj, będą u Ciebie za pół godziny". I rzeczywiście po dwóch kwadransach przed moim domem pojawił się wóz z charakterystycznym logo wywołując niemałe zaskoczenie wśród sąsiadów. Wywiad był krótki, a jego zasadniczym tematem była kwestia mojej odwagi. Mimo upływu czasu pamiętam że powiedziałem wtedy, iż na większe niebezpieczeństwo narażam się dojeżdżając do pracy po ruchliwych i dziurawych polskich drogach aniżeli lecąc do Izraela. Bo czego jak czego, ale niefrasobliwych kierowców u nas nie brakuje. I to co jest mi pisane po prostu się stanie. A czy tu, czy tam, to już nie ma większego znaczenia...
Na miejscu czuć było wszechobecne napięcie. Po ulicach miast, a zwłaszcza Jerozolimy, spacerowali żołnierze z karabinami na ramieniu bez wątpienia załadowanymi ostrą amunicją. Na prowincji spotkałem cywilów noszących broń.za pasem. Najczęściej pistolety. W piątkowe popołudnie zostałem kategorycznie zawrócony ze spaceru w kierunku meczetu Al-Aksa, zaś Droga Krzyżowa odbywała się pod czujnym okiem policji i wojska. Równie niesamowite było przekraczanie granicy izraelsko-palestyńskiej. Za każdym razem wszyscy byli dokładnie sprawdzani, zaś autokar prześwietlany i kontrolowany przez pograniczników z psami. Jak wiadomo oba państwa odgradza od siebie wysoki, betonowy mur. Kiedy na niego patrzyłem przyszło mi do głowy, że podobnie musiało wyglądać getto w okupowanej Warszawie.
Po Ziemi Świętej podróżowaliśmy autokarem prowadzonym przez jordańskiego kierowcę. To, co ten człowiek wyczyniał na drodze, przekraczało granice mojej wyobraźni. Z gracją poruszał się uliczkami na które ja bałbym się wjechać citroenem. Z finezją wyprzedzał, zawracał, parkował... Szacun.
Całkiem sporo odwagi wymagała również kąpiel w Morzu Martwym. Zasolenie wody jest tak ogromne, że ciało człowieka samo utrzymuje się na powierzchni. Pływanie nie wchodzi w rachubę. Po pierwsze dlatego, że gęstością morze przypomina bardziej grochówkę niż wodę. Po drugie dostanie się choćby kropli tej cieczy do oka grozi bardzo nieprzyjemnymi konsekwencjami. Tak czy inaczej nie odmówiłem sobie nie tylko kąpieli, ale również wysmarowania całego ciała tamtejszym błotem. Miałem przez to odmłodnieć. Trudno stwierdzić na ile ta sztuka się udała. ;-)
W moim paszporcie znajdują się obecnie wizy państw arabskich. To wyklucza możliwość ponownego odwiedzenia tego pięknego kraju.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość *.static.ip.netia.com.pl

    Czy naprawdę tak jest, że jak masz pieczątki w paszporcie z krajów arabskich to nie wjedziesz do Izraela?

  • yendrysek

    Przyznam uczciwie, że na sobie tego nie sprawdziłem. Natomiast kiedy jechałem do Izraela organizatorzy wyjazdu radzili mi wyrabianie nowego paszportu w przypadku posiadania takowych. Na pewno jest tak, że wylatując do Tel-Avivu przechodzi się przez szczegółową i rygorystyczną kontrolę na lotnisku. W moim przypadku było tak, że osoba która mnie przepytywała uczepiła się faktu, że dotarłem na lotnisko samodzielnie, a nie z resztą grupy. Mieszkam w Rudzie Ślaskiej, wyjazd organizowano w Cieszynie, zatem niepoważne było dla mnie jechać do Cieszyna tylko po to, by wrócić do Katowic z grupą. Byłem wypytywany dlaczego tam nie pojechałem, z kim się w międzyczasie kontaktowałem, kto mnie przywiózł na lotnisko itp. - i tak ze trzy razy w kółko. Wiem też, że dwie osoby z naszej grupy nie zostały wpuszczone na pokład samolotu (lecieliśmy izraelskimi liniami EL-AL), ale nie wiem z jakiego powodu.

© Wzdłuż i wszerz czyli podróż moich marzeń
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci